„Sweet Guilty Love Bites” opowiada o czterech hostessach pracujących w tym pewnym klubie w Japonii, ich codziennym życiu, pracy oraz... o ich związkach z innymi kobietami. W trzech pieprznych rozdziałach zawartych w tym tomiku dowiecie się, że miłość można znaleźć nawet na ulicy, że bycie samotną matką wbrew pozorom może pomóc w znalezieniu „tej jedynej” a związki pomiędzy koleżankami z pracy może i nie są zbytnio profesjonalne, ale co pradzić, serce nie sługa! Jeżeli spodobała Wam się nasze wcześniejsza Jednotomówka o podobnej tematyce („Kwiat i Gwiazda”) ale chcieliście trochę więcej „akcji” to trafiliście we właściwe miejsce!
„Bywa czasem, że mówimy sobie: co za nieszczęście; dzięki Bogu, że mnie to nie dotyczy” – stwierdza bohater debiutanckiej powieści Kiely'ego.
Aidan, nastolatek z bezimiennego amerykańskiego miasteczka, ma jednak pecha – nieszczęście dotknęło właśnie jego. Cóż, przynajmniej trafiło na Wybitnego Dotrzymywacza Sekretów. Jeśli tylko chłopak zdoła zdusić w sobie wspomnienia i będzie trzymał język za zębami, spokój ducha całej społeczności zostanie uratowany, a reputacja parafii Najdroższej Krwi nie ucierpi. Z biegiem czasu staje się jednak jasne, że milczenie też ma swoje konsekwencje.
Książka powstała na kanwie autentycznych wydarzeń – skandalu, który wstrząsnął archidiecezją bostońską u progu XXI wieku.
To kolejny już - jedenasty - album z popularnej i lubianej przez czytelników serii „Niezwykłe zwykłe zdjęcia”. Tym razem w całości będzie poświęcony znanemu wszystkim Głównemu Miastu czyli pięknemu centrum starego Gdańska.
Powojenne zdjęcia Zbigniewa i Macieja Kosycarzy to zarówno wielkie i małe wydarzenie, ruiny i odbudowa zniszczonego przez wojnę miasta miasta, zmieniające się ulice, ale przede wszystkim to życie codzienne i ludzie. Pierwsze fotografie to rok 1945, potem przez kolejne lata XX wieku docieramy do czasów współczesnych. Zdjęcia wraz z obszernymi opisami będą kolejną fotograficzną wędrówką przez wspomnienia i historię. Niejedno zdjęcie zadziwi i przypomni coś, co zatarł czas. Bo taka jest właśnie magia fotografii.
Epos o o zwykłej rosyjskiej rodzinie, która – w nowych warunkach ekonomicznych, po upadku ZSRR – ulega społecznej degradacji. Po utracie pracy, a tym samym mieszkania w mieście, wpada w straszliwy, choć absolutnie realny świat rosyjskiej wsi w głębi kraju (niedaleko tajgi i Gór Sajańskich), bez dróg, bez lekarstw, bez wygód i środków do życia.
Senczin jest okrutny i nie oszczędza nikogo. Opisuje spokojnie, niemal w tonie gawędy, jak jego bohaterowie tracą najpierw ludzką twarz, a potem życie w tej swego rodzaju szkole przetrwania.
Powieść jest świetnie skonstruowana, pozornie mało istotne zdarzenia układają się w dramatyczny ciąg wiodący do nieuniknionej tragedii.
Książka "Metro 2035" stanowi ukoronowanie kultowego cyklu "Metro 2033", który podbił Rosję i cały świat. Prawa do przekładu zostały wykupione na długo przed jej ukończeniem przez autora. Powieść, na którą miliony czytelników czekały aż dziesięć lat, jest kontynuacją i zakończeniem historii Artema. Na uwagę zasługuje fakt, że ostatnia część trylogii, choć stanowi jej zamknięcie, jest zupełnie niezależna od pozostałych tomów. Dzięki temu czytelnicy mogą także od niej rozpocząć niezwykłą przygodę w stworzonym przez Glukhovsky'ego uniwersum.
Ta historia zaczyna się tak, jak wiele innych: dawno, dawno temu... Daleko poza migoczącymi gwiazdami, które widzisz na nocnym niebie...
Za czasów Starej Republiki setki systemów gwiezdnych współżyły w pokoju, ciesząc się dostatkiem. Na straży tego porządku stał starożytny zakon wojowników Jedi. Nadszedł jednak czas przerażających ciemności, które z niepowstrzymaną siłą ogarnęły całą galaktykę. Większość szlachetnych rycerzy zginęło. Teraz gwiazdami rządzi złe imperium, powoli, lecz systematycznie unicestwiając ostatnie bastiony nadziei.
Oto historia trojga bohaterów, na których drodze stanęło przeznaczenie – którzy znaleźli się w niewłaściwych miejscach o niewłaściwym czasie. Wspólnymi siłami pokażą całej galaktyce,
że mają w sobie coś więcej, niż wydaje się na pierwszy rzut oka... być może to oni są naszą ostatnią nadzieją.
Żaden polski reżyser nie ma na swoim koncie tylu filmów określanych mianem „kultowe”, co Stanisław Bareja. Któż nie pamięta „Misia”, serialu „Alternatywy 4”, „Zmienników”, czy „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz. Tylko Stanisław Bareja potrafił tak brawurowo pokazać absurdy PRL-u. Ilość cytatów, które jego filmy wprowadziły do potocznej polszczyzny dogania powoli „Wesele” Wyspiańskiego.
Uwielbiany przez widzów. Niszczony przez władzę. Wyszydzany przez „kolegów”. Jego życie nie było komedią, tylko nieustannym pasmem zmagań. Za realizację filmów i upartą wierność poglądom reżyser zapłacił własnym zdrowiem. Od lat 70. uczestniczył w działaniach demokratycznej opozycji. Na piedestał króla polskiej komedii wyniesiono go dopiero pośmiertnie. Pod niepozorną powierzchownością kryła się błyskotliwa inteligencja, odwaga i rzadka wśród filmowców uczciwość ukryta w ironicznym dystansie do świata.
Czy znaczenia imion dane są raz na zawsze? Czy powinniśmy ich szukać wyłącznie w ich greckiej, łacińskiej czy słowiańskiej etymologii? Czy Beata na zawsze ma pozostać piękna, Benedykt dobrze gadać a Barbara to wciąż barbażynka? Oczywiście, że nie. Dlatego żeby zrozumieć sens własnego (i nie tylko) imienia, trzeba również poznać tych, którzy je nosili. Nie musimy tego robić sami.
Całą pracę wykonali za nas arcyjęzykoznawca, autor m. in. bestsellerowej książki „500 zdań polskich” prof. Jerzy Bralczyk oraz jeden z najdowcipniejszych Polaków, felietonista Michał Ogórek. W błyskotliwych dialogach opowiadają o słynnych nosicielach popularnych i niezwykłych imion. Zastanawiają się jaki wpływ wielcy Aleksandrowie, Danielowie i Krzysztofowie mieli na znaczenie swoich mian. I jak niektórym imionom odbiły się czkawką obdarzeni nimi literaccy bohaterowie.
Z "Nową księgą imion" wybór imienia zmieni się w świetną, inteligentną zabawę.